W głowie dużo pytań. Mija już trzeci dzień odkąd się dowiedziałam i chodź dziwnie to brzmi, bo trudno się z tym pogodzić, zaczynam to sobie układać.
Depresja jest chorobą. Nie zdaję sobie sprawy z tego, jakie zbiera ona żniwo. Jak to jest, że któś nie widzi wyjścia z sytuacji, że nie ma się do kogo zwrócić?
I jak to jest, że człowiek wygląda na szczęśliwego, a w środku toczy taką walkę.
Przypomina mi się cytat Benjamina Franklina. Nie pamiętam go dosłownie, ale brzmi mniej więcej tak: "Bądź dobry dla ludzi, bo każdy kogo spotykasz, toczy jakąś wewnętrzną walkę."
Chciałabym jeszcze cofnąć czas, porozmawiać, pokazać, że jestem. Czy wszyscy, jako koledzy erasmusi zawiedliśmy?
Brakuje też pożegnania. Świadomość, że z dnia na dzień kogoś po prostu nie ma.
Wchodzę na profil na facebooku i ciągle nie wierzę, że nie ma już tej osoby.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz